sobota, 9 marca 2013

Sukcesy, porażki i ...

Ostatnio robiąc przegląd swoich notatek i pamięci, próbowałem ułożyć swoje dotychczasowe magiczne sukcesy, skupiając się oczywiście na pracy z sigilami. Postanowiłem dawno zakończone operacje podzielić na trzy grupy:
  1. sukcesy, 
  2. porażki, 
  3. diabli wiedzą.
Oczywiście, przed dalszą lekturą zaznaczę, że wcale efekty nie musiały być magią, a tylko i wyłącznie szczęśliwym zbiegiem okoliczności.


(obrazek z zasobów internetowych)
Zacznijmy od sukcesów

SUKCESY
  • zaraz po rozpoczęciu studiów, mój ówczesny laptop zaczął dotkliwie szwankować. Siadło mu łożysko (tak to się nazywa?) w wiatraczku. Pochodził trochę na specjalnej nakładce z wiatraczkami, podłączanej do lapka za pomocą USB. Niestety to tylko trochę wydłużyło długość jego życia, bo padł dysk twardy. Opis wcale nie brzmi jak sukces :D Gdzieś przed zakupem nakładki aktywowałem sigila zawierający w sobie intencję otrzymania nowego komputera. Chwilę przed padnięciem dysku twardego dostałem wiadomość, że mój ojciec w firmowym konkursie wygrał netbooka. Po paru zabiegach lobbujących, netbook wpadł w moje łapki. Służy mi do dzisiaj.
  • każdy z nas ucząc się na jakieś dziwne przedmioty, zaznał uczucia beznadziejności. Ja kurna tego nie zdam! Tak było ze mną gdy uczyłem się na przedmiot o miłej nazwie fizyka statystyczna. W przerwie między próbą zakucia notatek na pamięć, a kurwowaniem odpaliłem sigila. Sigil posiadał intencję, że dostane 5 z owego przedmiotu. Oczywiście uczyłem się dalej. Egzamin został napisany, później musiałem wytłumaczyć prowadzącemu czy przedstawione przeze mnie obliczenia są dla mnie zrozumiałe. Po 15 minutach szarpania w indeksie znalazło się 4,5.

    Czemu uznaje to za sukces?

    Bowiem to nie pierwsza sytuacja gdy odpalam sigila z intencją, że dostanę piątkę, a kończę z oceną 4,5. W moim przypadku, to chyba jakieś ograniczenie techniki. Nie wiem jak to wyglądało u innych. Poza tym ocenę 4,5 z fizyki statystycznej doceni jedyna osoba, która musiała przez fizykę statystyczną przebrnąć (rozmowa po chińsku językiem matematyki). Tak ogólnie wniosek ten dotyczy szperania przy ocenach już od czasów LO :)
  • kolejny sukces to ocena z fizjoterapii. Tym razem sigil brzmiał, że dostanę maksymalną liczbę punktów. Po napisaniu egzaminu wynik nie powalał, więc cały rok zdecydował się, że unieważniamy egzamin i piszemy jeszcze raz (oczywiście prowadząca się na to zgodziła). W drugim terminie dziwnym trafem miałem maksymalną liczbę punktów (nie z testu, ale max. liczba punktów jaką udało się zdobyć komukolwiek na roku). Z egzaminu otrzymałem 5
  • wykorzystanie sigili do kontaktów z bytami w snach. Opisywałem to wcześniej. Sigil określał jaki byt i w jakim stanie świadomości (sen) spotkam. Większość prób się powiodła (skub, żywiołak, Bafomet, duch Austina O. Spare).
  • wykorzystanie sigili do leczenia. W tym wypadku było parę prób. Część z nich to porażki, a część to sukcesy. Nie sądzę, że powinienem się tutaj rozpisywać. Szczególnie, że mogą to przeczytać osoby, którym wtedy pomagałem :)
Dobra, żeby nie było, że mam same sukcesy. Przechodzimy teraz do porażek.

PORAŻKI 
  • najświeższa porażka. Zdawałem pewien egzamin. Dość trudny, choć wiedziałem, że profesor, który go prowadził nie będzie robił mi problemu (szef zakładu w którym piszę swoją pracę magisterską). Intencją sigila było otrzymanie 5 z tego przedmiotu. Już na egzaminie dowiedziałem się, że dostaję 4 za wykonaną pracę seminaryjną. Jeśli chcę lepszą ocenę, to mogę odpowiadać. Haczyk był taki, że mogłem dostać też gorszą ocenę. Nie podjąłem rękawicy i skończyłem z 4 w indeksie. To idealny przykład, że magia nie załatwi wszystkiego za Ciebie. Może pomóc, ale życie trzeba chwycić w własne ręce.
  • próba sprowadzenia miłości do swojej osoby. Oczywiście manipulując określoną osobą. Tutaj totalna porażka. Skończyło się moją obsesją na punkcie tej osoby. W rezultacie nie wiem, czy ją sam wystraszyłem czy też może nasza znajomość naturalnie wygasła. Pewne jest jedno. Odniosłem tutaj dość sromotną porażkę, a z obsesji i bolączki jeszcze jakiś czas się leczyłem.
  • swego czasu, na początku przyjaźni z ezoteryką i okultyzmem. Napaliłem się wtedy strasznie na doświadczenie OOBE. Jako nadpobudliwy nastolatek rzuciłem się na treningi. Ćwiczyłem i się irytowałem, irytowałem się i ćwiczyłem. Wgrałem sigila, żeby sobie pomóc i napędziłem jeszcze mocniej obsesję. W rezultacie z małym załamaniem nerwowy sobie odpuściłem (a raczej odpuszczałem powoli, bo byłem wręcz bliski depresji z powodu porażki).
  • podobna sytuacja w owym czasie miała miejsce z LD. Do niektórych rzeczy człowiek musi dorosnąć. Niestety, gdy człowiek młody (tak jakbym teraz był super stary) chce mieć wszystko na zaraz. Czasem warto trochę poczekać i poćwiczyć. Z zachowaniem spokoju :)
Ostatnia część notki

DIABLI WIEDZĄ
  • niedawnym czasem wróciłem do próby wywołania OOBE za pomocą sigila. Teraz już bez żadnej spiny, z samej ciekawości, czy technika będzie skuteczna w tej materii. Zdarzyło się, że później ze snu wybudzały mnie wibrację (takie, które często są opisywane w relacjach z OOBE). Tylko, że na tych wibracjach się skończyło. W żaden sposób za pomocą sigila OOBE nie doświadczyłem, co nie znaczy, że to niemożliwe. Nadało mi to nawet pewnej pewności siebie w tej kwestii i kiedyś powtórzę.
  • Podobnie ma się sprawa z LD. Zdarzają się momenty, że w śnie odzyskujesz świadomość. Są to przeważnie krótkie epizody i szybko wraca się z powrotem do normalnego biegu marzeń sennych. Sądzę, że i w pierwszym i w drugim przypadku przeszkodą jest za słaba koncentracja na celu. Muszę to przerobić i powtórzyć eksperyment.
  • na początku studiów byłem osobą raczej bardzo słabą fizycznie (do dzisiaj nie jestem specjalnie silny, ale sporo zmieniło się w tej kwestii). Jeden z moich sigili miał mi dać właśnie siłę fizyczną. W krótkim czasie znalazłem się pod wpływem dość silnej obsesji. Wyszukiwałem nowych form treningowych. Ćwiczyłem, ćwiczyłem i jeszcze raz ćwiczyłem. Aktualnie obsesji już nie posiadam, ale zrobienie paru pompek na jednej ręce czy podciągnięcie się z 10-12 razy, to nie problem . Tylko, że ja nie specjalnie czuje się silniejszy :)
  • ten sigil to mój ulubieniec. Sigil zadziałał prawidło, a ja nie dostałem tego co chciałem. Sigil brzmiał mniej więcej tak: Znajdę sto złotych. Znalazłem po jakimś czasie sto złotych. Niestety te sto złotych, to nie były PLNy, tylko stare polskie złotówki przed wymianą ;D
KONIEC

W sumie jeszcze znalazłoby się parę sukcesów porażek i diabli wiedzą, ale albo nie chcę o nich pisać, albo gdzieś pogubiłem swoje notatki. Mam jednak nadzieję, że owa lektura jest dosyć ciekawa i w niektórych momentach pouczająca.

6 komentarzy:

  1. W klimat zadumy zaprowadziły mnie Twoje sigile pomagające w nauce. Mam takie przemyślenia, być może zresztą błędne ale ciekawi mnie co o tym sądzisz. Chciałeś mieć 5 a było 4,5, zresztą nie pierwszy raz, jak opisujesz. Ta "5" znalazła się w ocenie 4,5 a ta ocena jest z kolei najbliższą do pożądanej przez Ciebie czystej i pełnej 5. Być może pewne warunki zewnętrzne były nie do przeskoczenia np wredność osobista prowadzącego, jego zły humor albo, być może, gdzieś po drodze Twój błąd na egzaminie( który był i tak trudny, więc tym łatwiej się gdzieś potknąć), sprawiły, że tej 5 jednak nie było ale wszystkie czynniki zewnętrzne pracowały dla Ciebie abyś zdał jak najlepiej i sigil mimo wszystko się spełnił.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężko to ocenić, a takie dywagacje pozostaną jedynie w sferze wiary. Jednak trzeba jeszcze oddzielić cel i rezultat. Celem było zdać egzamin jak najlepiej, a rezultatem całkiem niezły wynik z egzaminu ;) a to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy też mam tak, że wszelkie urządzenia elektroniczne psują się szybciej niż powinny?
    Dla przykładu mój telefon, który miał tylko miesiąc miernego używania od kupna zaczął szwankować już po dwóch tygodniach. Dziś potrafi tak się zmulić, że nawet przyciskiem go wyłączyć nie można. Pozostaje tylko wyciągnąć baterie...
    Jestem ciekaw jak to jest z tym u Ciebie.

    Pozdrawiam,
    Resner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro to nowy telefon, to polecam zgłosić się z nim do serwisu z kartą gwarancyjną, zamiast tworzyć dziwne teoryjki

      Usuń
  4. W sumie nie dziwi mnie twoja porazka z siglem milosnym bo jak napisales wczesniej na swoim blogu "TEORIA.
    Podstawowo idea jest taka, że Magia działa na nieświadomym/głębokim poziomie umysłu, a
    logiczna/dyskursywna część jedynie przeszkadza w osiągnięciu rezultatów", "Magyia sigili dąży zatem do tego, by zaszczepić i zakorzenić wskazówki i/lub pragnienia do
    podświadomości w sposób, który zostanie pominięty i nie-zablokowany przez
    racjonalny/dyskursywny umysł." czyli wychodzi na to ze sigle dzialaja tylko na osobe tworzaca je-dobrze to rozumiem,bo chyba nie jest mozliwe wgranie komus swojego sigla??

    OdpowiedzUsuń
  5. Źle to rozumiesz. Wg Twórcy teorii sigili Austina. Sigil najpierw zostaje wyparty z strefy świadomej, żeby móc w nieświadomości wzrastać i kiełkować. Po czym wraca i manifestuje się świecie rzeczywistym. Wiem że sprawia to wrażenie, że znajdujemy się w obszarze zwykłej psychologii i jak możemy tak wpłynąć na kogoś?
    Problem w tym, że model psychologiczny w magii, to tylko i wyłącznie model, a z psychologią (jako nauką), ma tyle wspólnego że zapożycza od niej terminy. Mimo tej całej psychologicznej gadki nie oznacza, że nie da się za pomocą działania magicznego (czy to sigil, czy inny) wpłynąć na inną osobę.

    Co do wgrywania komuś swoich sigili, to polecam zapoznać się z pewną praktyką- Sigil Game :)

    OdpowiedzUsuń