czwartek, 28 lutego 2013

Spotkanie i rytuał odpędzający

Notka ta ma dwojaki cel. W pierwszej kolejności będzie pewną przestrogą dla adeptów, przed zbyt pochopnymi próbami nawiązania kontaktu z czymś, co można w skrócie nazwać niematerialnymi bytami. Drugi cel notki to zademonstrowanie na przykładzie, jak ważna jest znajomość rytuałów odpędzających.

To zaczynamy.

Historię rozpocznę od informacji, że zawszę podchodziłem i nadal podchodzę stosunkowo sceptycznie do takich spotkań. Gdy czytam, że kogoś coś odwiedziło w śnie to zawsze mam mieszane uczucia. Nie jest ważne, czy pisał o tym Phil Hine, Peter Carroll czy Kowalski z internetowego forum XYZ. Uczucia mogą być mieszane, ale umysł musi być otwarty (nie zbyt mocno, bo jeszcze coś wypadnie). Sam postanowiłem przeprowadzić parę eksperymentów z bytami w snach.


Czego użyłem?

Oczywiście nie trudno się domyślić, że wykorzystałem do tego austinowskie sigile. Utworzyłem odpowiednią intencję i odpowiednią metodą sigila aktywowałem (hiperwentylacją, jeśli kogoś to interesuje).

Co spotkałem?

Pierwsze spotkanie miało się odbyć z czymś, co określane jest żywiołakiem. Efekt nie był nadzwyczaj spektakularny zważywszy, że czekałem na niego koło dwóch miesięcy.

Zbytnio nie ma co opisywać w tym śnie. Skończyło się na kontakcie z jakąś brązową jaszczurkopodobną istotą, która nie specjalnie była mi przyjazna. Pod wpływem naporu istoty, sen został zakończony wykonywaniem czynności odpędzających.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że każdy może zanegować ewentualność owego doświadczenia i sprowadzić je do zwykłego snu. Ja tego nie zrobiłem. Sen ten różnił się od innych snów. Był wyraźniejszy, a towarzyszące mu emocje o wiele silniejsze niż w przypadku snów, które mam na co dzień.

Jednak przejdźmy dalej do tego, co wyda się bardziej interesujące. Podkreślę, że już od dłuższego czasu byłem zaprzyjaźniony z rytuałem odpędzającym, zaprojektowanym przez moją osobę, według wskazówek zawartych w Liber MMM.

Na wzywaną istotę miała zresztą wpływ lektura, która zawierała w sobie Liber MMM (Psychonauta Peter J. Carroll).

Istota opisana jako pole energii parapsychicznej Ziemi, istota, która inwokowana jest podczas Mszy Chaosu- Bafomet

Z biegiem czasu uważam, że był to naiwny pomysł. Uważaj czego pragniesz, bo pragnienie może się spełnić.
Sranie w banie i pierdzenie na wierzbie- przeciętny uczeń gimnazjum.
Przygotowany sigil, aktywowany i czekanie na efekt. Czekałem również ok. dwóch miesięcy.

Dodam jeszcze, że wcześniej w kwestii tej operacji poprosiłem koleżankę o wróżbę. Rozłożyła mi karty tarota i szybko powiedziała, że ów kontakt nie będzie wyglądał tak jak się spodziewam (taka dygresja, że przydają się narzędzie takie jak tarot).

Wracając do głównego wątku. Sen pojawił się nagle, był o wiele mocniejszy i wyraźniejszy niż sny, które miewałem kiedykolwiek (również ten z żywiołakiem). Co tu dużo opowiadać? Opiszę sen.
Już myślałem, że się obudziłem. Próbowałem sobie przypomnieć sny z tej nocy. Nagle zostałem zarzucony komunikatami, że wszędzie pojawia się mnóstwo "wężowej energii". Owa energia była wszędzie. Komunikaty w gazetach, w filmach, w TV mówiono o ludziach pożartych przez węże. Byłem przerażony ogromem tej energii. Moi znajomi, którzy pojawili się w śnie (zatajona lista), wystraszyli się. Chcąc się bronić, zacząłem w trybie półświadomości wykonywać rytuał odpędzający (dopisek: ten mojego autorstwa). Podczas jego wykonywania jakaś siła zaczęła mną kręcić. Nie mogłem się zatrzymać. Dobiegały do mnie głosy znajomych, że wyglądam jak opętany. Wtedy skupiłem się mocniej i obroty ustały. Wtedy w TV pojawił się film, który opowiadał o mrówkach. Mrówki owe były bardzo dobrze zorganizowane. Na tyle dobrze, żeby zrobić zamach terrorystyczny na ludzi. W filmie pojawił się komunikat, że ludzkość ma pamiętać o tym, że nie jest jedyną siłą na tej planecie i może się kiedyś przeliczyć. 
Po przebudzeniu powtórzyłem rytuał i nigdy więcej nie spotkałem takiej historii w snach. Oczywiście można to zwalić na moje nastawienie, znowu zwykły sen, dokonać interpretacji snu poprzez symbol węża, itd itp. Ja tego nie zrobiłem.

Już abstrahując od możliwości zweryfikowania: żadne z tych dwóch doświadczeń nie należało do najprzyjemniejszych i w obu podczas snu pojawiły się czynności związane z odpędzaniem. Oczywiście, mogłem się również obudzić i bez tych czynności. Ciekawe co by się stało?

Nawet jeśli były to tylko cienie mojego własnego umysłu, to rytuałem odpędzającym zostały "oczyszczone".
Tak czy siak, w praktyce magicznej warto jakiś znać :D

Na koniec: co to jest rytuał odpędzający

8 komentarzy:

  1. piszesz ze efekty byly po 2 miesiacach, tzn zasiewales sigila np 1 wrzesnia a sen miales w listopadzie? i w miedzyczasie nie wykonywales innych czynnosci zmierzajacych do kontatku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wykonywałem :)

    Dodałem około, bo było parę dni rozrzutu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie warto dodać, że sigil realizował się typowo. Totalnie już o nim zapomniałem. Sen wprawił mnie w osłupienie, ale przeważnie jak sigil zaczyna się materializować, to po prostu czuje, że to on (przypominam sobie o nim)

    OdpowiedzUsuń
  4. 2 miesiace to strasznie duzo czasu.
    sam nigdy nie wybieralem snu jako forme luznego kontaktu, ze wzgledu ze traktuje je jako rekreacyjna zabawe odpoczywajacego umyslu. nie mniej jednak w wypadku oczekiwan na kontak ze strony bytu - te byly w ciagu kilku dni.
    2 miesiace wydaje mi sie strasznie odleglym terminem i w moim wypadku poddalbym mocno w watpliwosc jakiekolwiek zwiazki z wczesniejsza praktyka, ale skoro miales to charakterystyczne uczycie (wprawiajace w przyjemne samouwielbienie :)), widocznie tak mialo byc

    OdpowiedzUsuń
  5. ja uznałem, że sen będzie dość elastycznym sposobem na manifestację.

    Sen był, uczucie od spełnianego sigila też.

    Kiedyś się odważę ponowić eksperyment :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a morze to demon sprawdziłem w wikipeda i okazuje się z których z tych istot morze pisać do opisu Amon – w tradycji okultystycznej, demon, najpotężniejszy i najsurowszy z markizów piekła. Znany również pod imieniem Aamon. Rozporządza 40 legionami duchów. W Sztuce Goecji jest siódmym, a w Pseudomonarchii Daemonum piątym duchem. Jego pierwowzorem jest egipski bóg Amon.By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Sztuki Goecji powinna być zrobiona ze srebra.

    Zna tajemnicę przeszłości i przyszłości, którą może podzielić się z przyzywającym. Wywołuje zemstę i sprowadza odwety. Może pogodzić poróżnionych przyjaciół. Potrafi ziać ogniem.

    Ukazuje się pod postacią wilka, który ma ogon w postaci węża. Jednakże na rozkaz maga może przyjąć postać człowieka z głową przypominającą łeb kruka, który ma duże kły. Jeśli przyzywający ma odpowiednią moc, może on przybrać postać zwykłego człowieka z głową kruka.By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Sztuki Goecji powinna być zrobiona ze srebra.

    Zna tajemnicę przeszłości i przyszłości, którą może podzielić się z przyzywającym. Wywołuje zemstę i sprowadza odwety. Może pogodzić poróżnionych przyjaciół. Potrafi ziać ogniem.
    w tradycji okultystycznej, siedemnasty duch Goecji. Znany jest również pod imieniem Otis. By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Goecji powinna być zrobiona z rtęci albo z miedzi i srebra w równych proporcjach.

    Jest wielkim przywódcą i hrabią piekła, który włada 60 legionami duchów piekielnych.

    Potrafi godzić dawnych przyjaciół i wrogów. Jeśli się go poprosi opowie o wydarzeniach które miały już i będą mieć miejsce.

    Botis – w tradycji okultystycznej, siedemnasty duch Goecji. Znany jest również pod imieniem Otis. By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Goecji powinna być zrobiona z rtęci albo z miedzi i srebra w równych proporcjach.

    Jest wielkim przywódcą i hrabią piekła, który włada 60 legionami duchów piekielnych.

    Potrafi godzić dawnych przyjaciół i wrogów. Jeśli się go poprosi opowie o wydarzeniach które miały już i będą mieć miejsce Ukazuje się pod postacią ohydnej żmii, jednakże na rozkaz maga może przybrać ludzką postać, która ma duże zęby i dwa rogi. W dłoni dzierży błyszczący miecz.
    Bathin – w tradycji okultystycznej, w Goecji osiemnasty duch. Znany jest również pod imionami: Bathym, Mathim i Marthim. By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Goecji powinna być zrobiona z miedzi.

    Jest wielkim księciem piekła, który rządzi 30 legionami duchów piekielnych.

    Potrafi przenosić ludzi z jednego miejsca na inne. Może on podzielić się z magiem swoją wiedzą na temat zielarstwa i kamieni szlachetnych.

    Ukazuje się pod postacią silnego mężczyzny, który ma ogon węża. Być może siedzi on na płowym koniu.Purson – w tradycji okultystycznej demon, upadły anioł, król piekła. Znany również pod imionami Kurson i Pursan. Rozporządza 22 legionami duchów. W Sztuce Goecji jest dwudziestym, a w Pseudomonarchii Daemonum jedenastym duchem. Przed upadkiem przynależał do Chóru Cnót i Tronów . Według Praktyki Tajemnej Wiedzy Magicznej[ jest trzecim generalnym adiunktem cesarza.By go przywołać i podporządkować potrzebna jest jego pieczęć, która według Sztuki Goecji powinna być zrobiona ze złota.

    Pomaga znaleźć rzeczy ukryte, w tym i skarby. Nie jest dla niego zagadką wiedza przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Udziela odpowiedzi na pytania dotyczące wszystkich spraw ziemskich jak i również dotyczących boskości oraz stworzenia świata.

    OdpowiedzUsuń
  7. *może

    Dziękuje za skopiowanie opisów demonów -,- i posiłkowaniem się wikipedią przy interpretacji moich doświadczeń, ale jestem na nie ;p

    Jednak kopiując nie powinieneś robić błędów w nazwach tych istot.

    Pozdrawiam kimkolwiek jesteś

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do tego pytania

    "a morze to demon"

    morze zdecydowanie nie jest demonem. Zapewne niektórzy nadaliby cechy świadomości temu tworowi natury, ale nadal nie jest demonem ;D

    OdpowiedzUsuń