czwartek, 4 lipca 2013

Czarowanie dla innych

Generalnie niektórzy większość swojej praktyki opierają na czarowaniu dla innych bowiem, to może być całkiem dochodowy biznes. Jednakże pomijając kwestie materialne to oczywistym jest, że jest to bardzo dobry poligon doświadczalny, pozwalający szlifować swoje umiejętności i przy okazji pomóc jakiemuś znajomkowi, lub sobie szybko dorobić.

Jednakże ja nie o tym do końca...

 Chciałbym opisać coś, co jednocześnie było porażką i sukcesem.


Kiedyś zostałem poproszony o pomoc w znalezieniu pracy. "Niewiasta" owa mimo szczerych chęci i prób zawsze kończyła jako pokonana.

Jak przystało na "rycerza" w zerdzewiałej zbroi, postanowiłem jej pomóc. Operacja nie była niczym niezwykłym, od to zwyczajnie wgrany sigil.

Od tamtej pory sprawa ucichła, a kontakt wyglądał różnie. Ostatecznie sam zapomniałem o sigilu (no bo przecież o to chodzi :D )

....

Minął czas jakiś i osoba napisała, że po operacji wzrosła gwałtownie liczba zaproszeń na rozmowy. Tyle, że skoro operacja okazała się porażką, to domyślacie się, że mimo to wygrała "pierdoła" i osoba owa pracy nie znalazła.

Mówi się trudno i idzie się do przodu :)

Na szczęście w kwestiach czarowania dla innych było też parę sukcesów :) (sukcesów sukcesów, a nie sukcesoporażek).

Wniosek z tego płynie taki, że nie można komuś pomóc jeśli sam tego nie chce :) 

4 komentarze:

  1. Wiesz, są ludzie, którzy mają wbudowany pewien ogranicznik - po prostu dla siebie czarować nie potrafią, czegokolwiek by nie zrobili, nie uda się, choć udaje się dla innych.

    Oprócz siebie znam jeszcze kilka takich osób - dla innych (lub przeciwko nim) działa, dla siebie ani rusz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe... ;>

    Z czego wynika taki ogranicznik? ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się wydaje,ze taki ogranicznik wynika z przejęcia emocjonalnego daną sprawą. Jeżeli będę robił dla siebie rytuał czy chociażby wróżbę a problem, który mnie do tego goni jest tak duży, że ręce mi się trzęsą na myśl o tym, to wydaje mi się, że będę dla samego siebie mało skuteczny a na pewno mniej niż osoba, która ma do moich problemów dystans.

    Oczywiście, dobry mag umie się odciąć od własnych problemów i jednocześnie dać sobie z nimi radę ale to, jak wszystko inne, wymaga praktyki. Osobiście wolałbym, żeby w przypadku sytuacji, która spędza mi sen z powiek, ktoś mi pomógł. Musiałaby to być sprawa poważna lub kłopotliwa, żebym sam sobie nie dał rady ale wierzę, że działanie z zewnątrz byłoby wtedy skuteczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie to. Zaangażowanie emocjonalne potrafi zarówno popsuć operacje, jak i ja wesprzeć. Wszystko leży w technicznych umiejętności adepta.

    OdpowiedzUsuń