poniedziałek, 24 lutego 2014

Amulety, zaklęcia i rytuały Białej Magii Haitańskie hoodoo Ray T. Malbrovgh

Recenzja napisana na zlecenie ezoforum.pl

Nim przejdę do samej recenzji książki, należy podkreślić, że w tej książce dostaniemy ezoteryczną wersję hoodoo. Jeśli chwytający spodziewa otrzymać książkę, która jest w 100% tradycyjna, to się rozczaruje. Jednakże na podstawie samej książki można wypracować rdzeń praktyki, który będzie wzorowany na MOCNO SPŁYCONYM haitańskim hoodoo, które połączone jest z symbolikom znanej nam ezoteryki. Jednakże trzeba oddzielić ziarna od plew.

Dane techniczne książki
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii.
Tytuł oryginalny: Charms, Spells, and Formulas.
Ilość stron: 168.
Cena: ok 25 zł.

Daruje sobie już dokładne prześledzenie autora, bo nie jest nikim specjalnie ciekawym. Wydawnictwo twierdzi, że jest aktywnym członkiem luizjańskiego Stowarzyszenia Parapsychologicznego Miasta Thibodeaux i ukończył Seminarium Magii Saksońskiej (widać w książce naloty wicca).

Przejdźmy teraz do książki.

Zalety

Autor próbując wytłumaczyć czym jest magia sięga po definicje Crowleya. Nie jest to żaden wyczyn, ale przynajmniej masz wrażenie, że autor próbuje sięgać po poważną literaturę, a nie jedynie jakieś coś. W sumie to taki pozytywny akcent na początku książki.

W książce poruszona jest kwestia przygotowań do rytuałów. Znalezienie spokojnego miejsca, zadbanie o to żeby Ci nie przeszkadzano, przygotowanie siebie do rytuału. Jak na książki ezoteryczne to ogromna niespodzianka. Czystość umysłu jest rzadko poruszana w ezoczytadłach.

Trening! Autor wspomina o tym, że nie zawsze otrzyma się efekt i związane to jest z treningiem. Koncentracja i wizualizacja. Co prawda nie podaje konkretnych ćwiczeń, ale zostałem pozytywnie zaskoczony pojawieniem się tego aspektu. Przecież wg niektórych magia jest dla wszystkich i każdy jest magiem i może czarować. Tak myślące osoby w tej książce trafią na drobny szpikulec. Trzeba jednak trochę potrenować.

Psalmy i modlitwy do świętych. Dość szeroki wachlarz zastosowań magicznych dla poszczególnych psalmów i modlitwy do konkretnych świętych. Co prawda ciężko mi to zweryfikować, bo nie posiadam odpowiednich źródeł traktujących tak szczegółowo o hoodoo. Zapewne dobry praktyk będzie mógł je wykorzystać.

Inspiracja. Informacje o rytuałach, świeczkach, olejach, laleczkach i użytej symbolice może być inspirujące dla praktyków. Przedstawiciel mniej tradycyjnego podejścia do magii otrzyma plac zabaw, który będzie mógł postawić na swoim podwórku lub wykorzystać jedynie jako ciekawostkę.

Wady

Popezoteryka wszędzie gdzie się da. Wibracje wszechświata, uniwersalny umysł świata, przekazuj energię... haitańskie hoodoo zapewne da sobie dobrze radę i bez tego typu wstawek. Wizualizacja w rytuałach jest ważna, ale wolałbym żeby ta oprawa bardziej tykała się tradycji, a nie popularnej wersji ezoteryki. Przejawia się to w popularnym znaczeniu kamieni i połączenie z zodiakami. Dalej kolory świeczek i nawiązywanie do magii świec (wymieniona też w polecanej literaturze Cunningham), sugeruje to że książka jest w głównej mierze adresowana do nastoletnich czarownic. Co prawda nie jest to klasyczna magia świeczek, tylko opis atrybutów rytuałów, ale symbolika kolorów już jest pożyczona od Cunninghama.

Złotobrzaskowy i hermetyczny podział dni tygodnia jako przyporządkowanych do konkretnych planet i nadających się do konkretnych działań. Jeśli w hoodoo jest taki podział to zapewne jest on równie piękny i nie musi korzystać z zapożyczeń, niestety autor to zrobił.

Chwycenie się popularnego przesądu, że działania magiczne "dodające" robimy w fazie przybywającej księżyca, a "odejmujące" w ubywającej. Na zwykłą logikę brzmi ok, ale zbyt popularno-ezoteryczne to jest, żeby było tradycją hoodoo. Choć kto tam wie.

Bardzo dużo rytuałów na różne okazje. Zajmują sporo miejsca i zapewne ich opis jest ważny. Osoba praktykująca może coś z nich wyciągnie i wykorzysta dla siebie, ale zdecydowanie lepszy byłoby obszerne omówienie symboliki używanej w rytuałach hoodoo.

Całkowite przemilczenie kultu opętań, który jest obecny w hoodoo. W sumie troszkę to dziwne skoro autor pochodzi z Luizjany, to powinien być świadomy tego typu praktyk. Albo przemilczał je celowo, albo wiedza mu na to nie pozwoliła. Jeśli przemilczał to celowo, to mogło służyć albo spłyceniu przekazu, albo zachowaniu wiedzy, która jest dostępna po inicjacji.

Czytając książkę nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest dziełem wybitnie kierowanym do nastoletnich czarownic, zresztą wcześniej o tym wspominałem.

Podsumowanie

Jeśli nie przeszkadza Ci takie spłycenie tematu i odnajdujesz się w ezoterycznych dywagacjach na temat różnych tradycji, to możesz spokojnie kupić ów książkę. Książka jako tako nie jest zła. Jakość zastosowanej w niej wiedzy pozostawia wiele do życzenia, ale ma w sobie elementy które można użyć w praktyce. Jeśli chcesz ją kupić, to nie będę Ci tego odradzał. Zachęcać specjalnie też nie będę, mimo że to miła lektura, to i tak są książki które bardziej opłaca się przeczytać. Kolejne bezpłciowe ezoteryczne czytadło, które miałoby potencjał gdyby autor nie poszedł na łatwiznę.

3 komentarze:

  1. Kult św. Mikołaja na Rusi
    Autor: Boris Andriejewicz Uspienski

    (Pogański czytaj etniczny,rdzenny).

    Książka przetłumaczona dobrze za wyjątkiem tytułu. To nie jest zarys kultu św. Mikołaja na Rusi; to filologiczno-semiotyczne śledztwo w poszukiwaniu reliktów pogaństwa jakie utrwaliły się w wizerunku ruskich świętych. Tak więc, wbrew tytułowi, bardziej ukontentowany będzie ten, kto liczy na dociekliwe studium słowiańskiego pogaństwa, niż ten, kto liczy na historię chrześcijaństwa na przykładzie św. Mikołaja.

    Uspieński reprezentuje szkołę Tartu i jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie ta szkoła stworzyła (a jest ich jeszcze kilka). Naukowcy poprzez badania struktur języka, utrwalonych znaczeń, tekstów folkloru kreślą siatkę kulturowych powiązań, wcale nie oczywistych, i docierają do samych ich źródeł. Wyniki są często bardzo ciekawe, niedostępne innym dziedzinom, jak archeologia czy historia.

    Wbrew pozorom, najważniejszym bohaterem "Kultu św. Mikołaja" jest 'pogański' bóg Wołos/Weles. Poznajemy jego związki ze ślepotą, kulawością, światem podziemnym, płodnością, zwierzętami, itd. Na wiele z tych związków nie wskazywał przed Uspieńskim nikt; ślady wielu sami rozpoznajemy w średniowiecznych źródłach, choć sam autor posługuje się właściwie wyłącznie materiałem znacznie późniejszym. Przeanalizowany materiał jest ogromny a sposobowi argumentacji trudno odmówić logiki. To też różni Uspieńskiego od jego dzisiejszych polskich naśladowców, którzy próbują stosować jego metodą, ale ich domorosłe prace są tylko zlepkami skojarzeń.

    Na polskim rynku wydawniczym zdecydowanie jedna z najważniejszych książek na temat 'pogańskiej' religii Słowian.

    Wspaniała książka,żaden "nasz" wydawca nie jest zainteresowany wznowieniem jej i ja to rozumiem,w książce nie ma żadnych ezo głupotek,nie ma new ageu,jest ryzyko że nikt tego nie kupi a wydawca nie zarobi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sadze, zeby czytalo mnie tyle osob, bys uzyskal tutaj moc przebicia do swiadomosci ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednak jak bardzo potrzebujesz o tym pogadac, to na dole jest formularz kontaktowy. Wyslij tam namiar do siebie (mail, gg, fejs, czy inne narzedzie inwigilacji) i sobie ze spokojem podyskutujemy. Jak widzisz warunki na blogu nie sa do tego najlepsze.

    OdpowiedzUsuń